Związek Radziecki nie chciał, by świat dowiedział się o śmierci Hitlera. Stalin planował zatrzymać tę informacje w tajemnicy, by móc ją w przyszłości wykorzystać. Asystentkę dentysty w tajemnicy przetransportowano do Moskwy i osadzono w więzieniu. Kolejne sześć lat spędziła w izolatce, bez wyroku.
Zaskoczenie wybucha znienacka dopiero wtedy, kiedy nieoczekiwanie okazuje się, że jedno z kolejnych kłamstw oszusta jest prawdą. Taki zaskakujący przypadek wydarzył się 22 czerwca 1941 roku, gdy Hitler nagle napadł na „pokojowy śpiący Związek Sowiecki” i wytłumaczył swoją agresję koniecznością wyprzedzenia przygotowywanego
80 lat temu, 4 września 1943 r., Józef Stalin spotkał się z hierarchami Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Stalin wskrzesił patriarchat i zainicjował restaurację Cerkwi prawosławnej w Rosji. 80 lat temu, 4 września 1943 roku, Józef Stalin spotkał się z hierarchami rosyjskimi
Ostatnie dni Józefa Stalina. Niezdrowy tryb życia, pijaństwo i w konsekwencji udar mózgu czy może jednak wyrafinowane morderstwo? Przyczyny śmierci Stalina wciąż budzą kontrowersje.
Ratująca ich przed wojenną zagładą Zofia Kossak-Szczucka pisała: „Nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie, to pozostaje tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z
Obok nich były tysiące jeńców, Polaków z wojsk austriackich i niemieckich. Po ukończeniu wojny światowej jeńcy ci przeważnie wrócili do Ojczyzny. Oprócz jeńców ponad 100 tysięcy innych Polaków wyjechało z Syberii do Polski. Szacuje się, że pozostało ponad 200 tysięcy Polaków płci obojej.”. M. Janik, Dzieje Polaków na
W relacjach rządu polskiego w Londynie z Brytyjczykami zaczął się nowy rozdział. Straciliśmy status cennego sprzymierzeńca. Jeszcze podpisanie paktu Sikorski-Majski i heroiczny wysiłek gen. Andersa, który doprowadził do ewakuacji obywateli polskich z ZSRR do Iranu, pozwolił na uratowanie życia ponad 100 tys. ludzi zamkniętych w łagrach.
Mateusz Zimmerman. Gdy wojska Hitlera pustoszyły już Polskę, Stalin czekał ze swoją inwazją na dogodny moment. ZSRR próbował sprzedawać na arenie międzynarodowej fikcję własnej
Dziś mija 70. lat od skomasowanego ataku ukraińskich nacjonalistów na polskie miejscowości na Wołyniu. 11. lipca 1943 roku zaatakowano około 100 polskich wsi, w wyniku czego zginęło kilka
Przypomnijmy, doszło do niej w latach 1943-1944 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Na masakrze najwięcej zyskali Hitler i Stalin, którzy wykorzystywali ją w swojej propagandzie. Stracili
BwmR. Nikt nie ma monopolu na socrealizm. Udowodnił to właśnie Jan Polkowski, który w tygodniku „W sieci” czyta „Lalkę” Prusa jako pamflet na polskość. „Powieść Prusa jest od 130 lat podglebiem ideologów odpolaczenia Polaków” (swoją drogą ten wymyślony przez niego czasownik przypomina „odrobaczenie”). I nie, nie ma tym wywodzie jakiegoś drugiego dna, o które moglibyśmy podejrzewać subtelnego poetę. Najlepiej Polkowskiemu odpowiedział Jerzy Sosnowski, pisarz i znawca literatury tego okresu. Otóż Polkowski przede wszystkim demaskuje Wokulskiego, rusofila, który kolaboruje z carską armią, nienawidzi Polski i Polaków, antyklerykała i zaślepionego postępowca. To jeszcze nic, okazuje się, że byłby z niego materiał na faszystę albo komunistę, bo tak nienawidził ludzi. Generalnie jest to gnida, którą Prus nie wiedzieć czemu idealizuje. A dzisiaj przecież wiadomo, co by robił Wokulski – sprzedawałby Mistrale Rosjanom i wspierał separatystów na Ukrainie. Zresztą z samego Prusa żaden patriota. Lży tę Polskę i Warszawę, a chwali inne Paryże. No i jak to możliwe, że słowa Polska używa tylko raz „w obleśnej scenie flirtu Izabeli ze Starskim”, a przecież Polska nie powinna bohaterom schodzić z ust (mniejsza o to, czy cenzura rosyjska by to puściła). Cały ten wywód służy Polkowskiemu przede wszystkim do tego, żeby pokazać, dlaczego „Lalka” była użyteczna w PRL-u, kiedy „tworzono literaturę fałszującą rzeczywistość”. I ta „Lalka” – postępowa, tendencyjna, antypolska, prorosyjska – była jak znalazł. Najzabawniejsze jest to (jeśli w tym popisie barbarzyństwa może być cokolwiek zabawnego), że Polkowski dokonuje takiej samej ideologicznej redukcji tekstu, jaką jego zdaniem robiły podręczniki w PRL-u, kiedy wychwalały Prusa. Zamiast literatury postępowej i reakcyjnej wprowadza podział na patriotyczną i antypolską. Przerażający jest sposób, w jaki Polkowski czyta literaturę: wyrwane z kontekstu zdania, myśli narratora i różnych bohaterów wzięte za deklaracje ideowe samego pisarza, jakby to był poradnik agitatora, a nie powieść. Jeszcze bardziej przerażająca jest wizja literatury, która ma nas „zapolaczyć” (skoro tamta „odpolacza”). Czy tyle lat po Gombrowiczu można jeszcze całkiem serio stawiać literaturze zadania patriotyczne? A może ma być jeszcze optymistyczna i rysować świetlaną przyszłość naszej Polski „najpolstszej”? (To określenie z najnowszej książki Ziemowita Szczerka „Siódemka” – oj bardzo, bardzo antypolskiej). Jedno trzeba Polkowskiemu przyznać – nie jest sam. Podobne zawłaszczanie ideologiczne literatury odbywa się i z prawa, i z lewa. I można postawić między niemi znak równości – kiedy literatura staje się „reakcyjna” i „szkodliwa” zdaniem lewicy albo „antypolska” zdaniem prawicy, to znak, że nie chodzi o literaturę, ale o walkę ideologiczną. Ma to tyle wspólnego z literaturą, co zakładanie majtek Puchatkowi. Tylko tym razem nikomu nie jest do śmiechu.
Dzieło Józefa Stalina było konstrukcją solidną. Zanim zajmiemy się w kolejnych artykułach poszczególnymi elementami tej budowli w powojennej Polsce, rzućmy okiem na całość. Stalinizm. Stalinizm można określić jako system oparty na upaństwowieniu gospodarki i rozciągnięciu – przy użyciu przemocy – kontroli państwa nad całym życiem społecznym (w najszerszym tego słowa znaczeniu) oraz na przejęciu omnipotentnego państwa w monopolistyczne władanie przez – scentralizowaną, zhierarchizowaną, opartą na zasadzie wodzowskiej – partię komunistyczną, która legitymizowała się wizją światowej rewolucji i spełnienia utopii. Pomocnik Historyczny „Stalinizm po polsku” (100053) z dnia CZYM BYŁ STALINIZM; s. 8
„Porządnym robotnikom powinno się wydać pałki, żeby na koniec dnia mogli sobie użyć do woli na Żydach” – tak Nikita Chruszczow relacjonuje reakcję Stalina na wieść o robotniczym strajku w jednej z fabryk. Dyktator nie cierpiał Żydów, nie ufał im, a najbardziej uczulony był na syjonistów. W swoim otoczeniu nieustannie poszukiwał ukrytych Żydów lub ich agentów. Oskarżał własną córkę Swietłanę o podstępne „wprowadzanie Żydów do rodziny”. Był jednak lepszym taktykiem od Hitlera. Nie chwalił się głośno fobiami. Umiejętnie wyzyskiwał nastroje antysemickie do własnych celów. Ale równie sprawnie wykorzystywał samych Żydów: w Armii Czerwonej walczyło ich niemal pół miliona, ponad trzystu dosłużyło się stopnia generała, wielu nadano tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Kiedy jedni Żydzi z entuzjazmem witali rewolucję, bo niosła kres caratowi, który z antysemityzmu uczynił stałą metodę rozładowywania społecznych napięć, inni Żydzi ginęliw czystkach. Działo się tak i podczas rewolucji październikowej, i w latach 30., i po wkroczeniu Sowietów na tereny krajów przyznanych im paktem Ribbentrop-Mołotow. „Nasz wyrok śmierci został zamieniony na dożywotnie więzienie”, zauważyła jesienią 1939 r. Miriam Rejzen, Żydówka z Wilna, po wkroczeniu do miasta wojsk sowieckich zamiast niemieckich. Była zbyt wielką optymistką. Wkrótce Żydzi tysiącami zaczęli trafiać do łagrowych transportów. Mieli umierać w sowieckich gułagach tak samo jak Polacy, Ukraińcy czy Rosjanie. Jeśli przeżyli, nie oznaczało to końca ich męki. Nieważne, że komuniści traktowali ich jako wrogów klasowych. Po powrocie do domów stawali się w oczach sąsiadów żydokomuną. Armia Czerwona była siedliskiem antysemityzmu, przypomina Catherine Merridale, autorka nierównej, ale zgrabnie napisanej „Wojny Iwana”. Jednym z zadań sowieckiej cenzury było eliminowanie informacji o antysemityzmie i prześladowaniu innych mniejszości w oddziałach frontowych. Nie wolno było też informować o skali masowych mordów dokonywanych przez Niemców na Żydach. Na ten zakaz skarżyła się nawet tak wielka gwiazda sowieckiej propagandy jak Ilija Erenburg. Stalin nie chciał współczucia dla ofiar Holokaustu. Główną ofiarą wojny miał być naród do antysemickich ekscesów dochodziło w samym Związku Radzieckim, z dala od linii frontów. Fala uchodźców żydowskich przyczyniła się tam do powstania mitu, że Żydzi to tchórze i dekownicy, którzy nie chcą walczyć z Hitlerem. To wystarczyło jako pretekst do rozpoczęcia prześladowań. Najpełniejszą kroniką stalinowskiego antysemityzmu jest dzieło Arno Lustigera „Czerwona księga”. Opisuje kolejne fale nienawiści do Żydów: od masowych aresztowań z początku lat 20., przez antysemickie oblicze wielkiego terroru (1937 – 1938), aż po zwrot antysyjonistyczny związany z powstaniem Państwa Izrael i planowaną w komunistycznych krajach Europy Wschodniej przez Stalina serią procesów antysemickich (miało to być oczyszczanie lokalnych partii komunistycznych z „elementów żydowskich”). Wiele miejsca Lustiger poświęca Żydowskiemu Komitetowi Antyfaszystowskiemu. Jego historia doskonale oddaje stalinowską hipokryzję. Komitet założono w 1943 r. przez NKWD. Stojący na jego czele figuranci (m. in. Sołomon Michoels, znany aktor) ruszyli na Zachód walczyć o pomoc i sympatię dla Związku Sowieckiego. Za zebrane wśród zachodnich Żydów środki finansowe kupiono pokaźne zasoby broni i żywności. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Koniec historii komitetu był jednak tragiczny. Jego członków aresztowano jako wrogów ludu i wydano wyroki śmierci. Sam Michoels zginął w 1948 rąk agentów bezpieki w sfingowanym wypadku samochodowym. Zgubiła go propozycja osiedlenia radzieckich Żydów na Krymie. Dla Stalina był to dowód spisku amerykańsko-syjonistycznego. Po 1945 r., gdy na terenach okupowanych przez Sowietów dochodziło do aktów antysemityzmu, NKWD patrzyło na nie przez palce. Stalinowi na rękę było udowadnianie, że tereny Ukrainy czy Polski zamieszkują faszystowscy nacjonaliści. Tę tezę lansowali na Zachodzie przez całą wojnę (szczególnie w otoczeniu prezydenta Roosevelta) także sowieccy agenci. Sugerowali, że przedwojenna Polska była krajem faszystowskim i że Polacy tak bardzo nienawidzą Rosjan, że w imię bezpieczeństwa ZSRR trzeba ich okupować. Jan Śledzianowski w książce „Pytania nad pogromem kieleckim” wspomina, że wieść o tragicznych wydarzeniach w Kielcach ucieszyła oficerów antyżydowskie działania machiny państwowej były jednoznacznie oceniane przez część rosyjskiej inteligencji. „Przez nasz kraj przeszła fala antysemityzmu, który był wyrazem ideologii faszystowskiej”– pisała w 1952 działaczka Komsomołu Lina Kaminska. Jak zauważa Yuri Slezkine w „Wieku Żydów”, wydarzenia z ostatnich lat życia Stalina były bezprecedensowe, opadła maska obłudy. Wcześniej sowieccy Żydzi ginęli, bo zarzucano im religijność (tak jak Polakom czy Rosjanom), nacjonalizm (jak Czeczenom czy Tatarom krymskim) albo odchylenia ideologiczne (jak bucharinowcom czy trockistom). Teraz mieli ginąć tylko dlatego, że byli Żydami. „Czego nie osiągnął Hitler, tego dokonał Stalin, a za nim jego naśladowcy w innych krajach”– pisze Slezkine. Tezy komunistycznych historyków o dobrym Stalinie, który ratował Żydów przed złym Hitlerem, są dziś nie do obrony. Ponurym żartem historii wydają się dziś uroczyste akademie organizowane przez żydowskich weteranów wojskowych po II wojnie światowej (także w Polsce) ku czci rocznic rewolucji październikowej. To rząd tymczasowy powołany w Rosji po rewolucji lutowej zniósł w 1917 r. antysemickie ustawy. Bolszewicy przeciwnie, w kolejnych latach odebrali Żydom wszelkie swobody.