Polska Misja Katolicka Würzburg. July 15, 2021 ·. W poszukiwaniu aktualnych informacji zapraszamy na stronę internetową naszej parafii - www.pmk-wuerzburg.de. Zapraszamy. 55. Share.
Obecnie Misja obejmuje posługą: Hanau, Fuldę, Marburg, Bad Soden Sal. W niedzielnych mszach uczestniczy zazwyczaj 600-700 wiernych. Od początku istnienia Misji, co roku przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą zapraszany jest kapłan z Polski do wygłoszenia rekolekcji oraz do pomocy przy spowiedzi. W Misji systematycznie prowadzone są
Polska Misja Katolicka w Malmö added 3 new photos to the album: PL/SE.EN ALBUM 21.06-23.09.2022. Polskie Filmy w Norwegii, Szwecji, Danii i Finlandii.
ks. Eugeniusz Bolda TChr. Polska Misja Pastoralna Matki Boskiej Częstochowskiej w Phoenix ( ang. The Polish Pastoral Mission of Our Lady of Czestochowa) – parafia rzymskokatolicka położona w Phoenix, Arizona, Stany Zjednoczone . Jest ona parafią rzymskokatolicką dla polaków przebywających w Arizonie, prowadzoną przez Towarzystwo
Polska Misja Katolicka Trier, Trier. 480 likes · 4 talking about this · 2 were here. Oficjalny Profil Polskiej Misji Katolickiej w Trewirze
Polska Sobotnia Szkoła w Bødo e-mail: szkolawbodo@gmail.com. Telefon: +47 96806107 Dyrektor Szkoły: Ewa Nilsen. Osoba kontaktowa: Hanna Kaizer. Adres pocztowy: Polsk lørdagsskole i Bødo, c/o Hanna Kaizer, Midnattssolveien 1438, 8016 Bødo . DRAMMEN. Polska Katolicka Szkoła Sobotnia im. Św. Stanisława Kostki w Drammen. e-mail : szkola.s
Msza święta - Flensburg. Msza święta w języku polskim w Flensburgu - kościół Matki Boskiej Bolesnej ( Kirche der Schmerzhafer Mutter, Nordergraben 36 ): - w drugą i czwartą sobotę miesiąca o godzinie 16.30 oraz w święta o ustalonej wcześniej godzinie i w wyznaczone dni tygodnia. Spowiedź pół godziny przed Mszą świętą.
30-94-57. Number konta / Account number: 00621737. Prosimy, aby wpisać w Beneficiary Reference swoje nazwisko. Poniżej link do PayPal za pomocą, którego można również składać donacje na potrzeby naszej parafii. Parafia Miłosierdzia Bożego w Manchester 194-196 Lloyd Street NorthM14 4QB +44 161 226 1588 manchester@pcmew.org
The Polish Catholic Mission, Polish: Polska Misja Katolicka, is a permanent Catholic chaplaincy for migrant Poles. It operates in a number of countries under the direction of the Polish Episcopal Conference.
Podział administracyjny Kościoła katolickiego w Szwecji; Polska Misja Katolicka Tę stronę ostatnio edytowano 26 cze 2022, 19:23.
EOjNQ3. To, w jaki sposób Polacy zmieniają oblicze Kościoła Katolickiego w Skandynawii, to ewenement na europejską skalę. Jeszcze kilka lat temu na północy Europy rozważano pomysły burzenia kościołów katolickich, dziś tak samo poważnie myśli się o budowie nowych świątyń. Źródło: JupiterimagesW Trondheim powstanie nowa katolicka świątynia. "Nic nadzwyczajnego" - skomentuje Polak przyzwyczajony do tego, że w rodzinnym kraju kościoły buduje się nawet w najmniejszych wioskach. Nie wiadomo, ile dokładnie kościołów katolickich jest w Polsce, ale jeśli przyjąć, że na każdą parafię przypada jeden, będzie ich ponad 10 tysięcy. W Norwegii w 2007 roku było około 1600 kościołów, z czego tylko 32 katolickich (jeśli trzymać się przelicznika jednego kościoła na parafię). W jednym z okręgów kraju, Sogn og Fjordane nie ma ani jednej katolickiej świątyni. W Norwegii budowa katolickiego kościoła to wydarzenie niezwykłe, nowy obiekt w Trondheim będzie pierwszym tego typu od wielu lat. I można śmiało stawiać tezę, że nikt by nawet o nim nie pomyślał, gdyby nie do rozbiórki?Według oficjalnych statystyk, przed II wojną światową w Szwecji mieszkało 4818 katolików. W Norwegii w roku 1971 oficjalnie zarejestrowano ich 9366. Przez długie lata XX wieku w obu tych krajach społeczność katolicka stanowiła zaledwie ćwierć procenta populacji w większości należącej do protestanckich kościołów narodowych. Nie inaczej było w w 2007 roku norweski dziennik "Aftenposten" opublikował artykuł, w którym mówiono o potrzebie zagospodarowania niszczejących kościołów (chodziło o świątynie chrześcijan). Autorzy tekstu wspominali, że od 2000 roku w Szwecji sprzedano 20 kościołów, bo po prostu nikt do nich nie przychodził i trudno je było utrzymać. To samo miało czekać kościoły w Norwegii. Być może czeka, jednak nie kościoły sytuacja katolików w Skandynawii wygląda zupełnie inaczej. Co zgodnie przyznają norwescy i szwedzcy publicyści oraz dostojnicy kościelni, wyznaniową mapę północnej Europy zmieniają emigranci, a wśród nich najbardziej - w szwach pękającyWikariusz generalny prałatury terytorialnej Trondheim, ks. Albert Mączka Can. Reg. ma nadzieję, że uda się zrealizować ambitny plan i skończyć budowę nowego kościoła do 2014 roku, kiedy przypadnie 1000 rocznica chrztu patrona Norwegii św. Olafa. Nowe miejsce spotkań dla wiernych jest konieczne, bo ludzie nie mieszczą się w starym. Społeczność katolicka w okolicy rozrosła się do około 6000 dusz, co tydzień 1000 osób przychodzi na msze, a miejsca w kościele jest tylko dla 200. Chodź w niedziele odprawia się po kilka mszy świętych, ledwie starcza siedzeń dla przedstawicieli 70 różnych narodowości oraz w kościołach katolickich w Norwegii nie da się przeoczyć. Po katastrofie samolotu prezydenckiego 10 kwietnia 2010 roku biskup katolickiej diecezji Oslo Bernt Eidsvik Can. Reg. pisał do Ambasadora RP Wojciecha Kolańczyka: "jako przedstawiciel Kościoła w Oslo, gdzie połowa wiernych to Polacy, łączę się z Wami w głębokim smutku". Polaków jest tak wielu, że w wielu miastach w Norwegii mają regularne msze święte odprawiane w języku katolikW ciągu ostatnich czterdziestu lat liczba katolików w Norwegii systematycznie rosła. Jak podaje Norweski Urząd Statystyczny, w 2009 roku zarejestrowano ich ponad 57 tysięcy, ale to tylko oficjalna dane. Nieoficjalnie dostojnicy kościelni mówią o 230 tysiącach wyznawców, czyli 5% ludności kraju. Zdecydowana większość z nich to przyjezdni, zaś największą grupę wiernych stanowią imigranci z Polski. Jednocześnie w Norwegii ubywa wiernych z Kościoła narodowego. Coraz więcej członków mają za to stowarzyszenia niewierzących, nieco więcej wiernych niż 10 lat temu odwiedza nieliczne meczety. Wśród osób wierzących spoza kręgu wyznań protestanckich najliczniejsi są socjologowie rozumieją rolę, jaką w tej społeczności odgrywają Polacy. W raporcie z 2009 roku "Wielokulturowa Norwegia" zwrócono uwagę, iż 90% przedstawicieli tej największej ostatnio grupy mniejszościowej deklaruje się jako katolicy. Co więcej, z ogólnoeuropejskich badań wynika, iż Polacy są na szczycie listy nacji, które twierdzą, że religia jest dla nich ważna i wpływa na ich życie codzienne. W tym samym badaniu Norwegowie znaleźli się pod koniec listy… Autorzy raportu powołując się na analizę danych statystycznych pokazali, iż jeśli ktoś ma wpłynąć na wyznaniowe oblicze kraju, to nie muzułmanie, a właśnie Polacy."Ding dong" czyli niezwykła misjaObecnie w Szwecji około 2% mieszkańców to katolicy. Zdecydowana większość z nich pochodzi spoza Skandynawii, głównie z Polski. Szacuje się, że co trzeci ksiądz pełniący posługę w tym kraju to Polak. Nie inaczej jest w Danii, gdzie na liście katolickich duszpasterzy wiele nazwisk ma polskie W Danii pracuje 17 polskich księży - mówi Duszpasterz Polskiej Misji Katolickiej w Danii, o. Leszek Kapusta. - W ponad 20 miejscach odprawia się Msze Święte w języku polskim, ale tylko w kościele Św. Anny w Kopenhadze na Amager jest pełne duszpasterstwo dla Polonii. Nie brak tu wspaniałych rodaków, którzy walczą o prawa Polaków w Danii, o katechezę i nauczanie języka polskiego, o podtrzymywanie kultury polskiej. Nie zawsze jednak wszyscy potrafimy współpracować, choć bardzo bym sobie tego życzył - księża pełnią nie tylko posługę dla Polaków. Ks. Albert Mączka Can. Reg. w Trondheim ma pod swoją opieką między innymi Norwegów, Wietnamczyków i Filipińczyków, zaś ksiądz Michał Bieńkowski, proboszcz parafii św. Pawła w duńskim Taastrup, Duńczyków, Litwinów, Filipińczyków, Wietnamczyków oraz przedstawicieli różnych krajów południowoamerykańskich oraz polskiego księdza w Skandynawii stawia przed nim czasem niespodziewane wyzwania. W takiej mieszance kulturowej trzeba dużej wiedzy i taktu, by dotrzeć do wszystkich wiernych. Jeden z księży, który kilka lat spędził w Norwegii, został kiedyś poproszony o pilne zastępstwo na mszy dla katolików pochodzących z kraju azjatyckiego. Kilka fragmentów z "Biblii" musiał odczytać w języku zgromadzonych. Choć każde zdanie brzmiało dla niego jak "ding dong ding", czytał dzielnie. Potem wspominał, że na szczęście nikt się nie północną EuropęWielu mieszkających w Skandynawii Polaków nawet nie zdaje sobie sprawy, jak ważną rolę dla Kościoła katolickiego pełni. Są przekonani, że podobnie jak w Polsce, Kościół i księża mają silną pozycję i wpływ na rzeczywistość, pieniądze na sfinansowanie działalności, nieprzeliczone mityczne dobra… Tym czasem w Norwegii, Szwecji i Danii liczy się dosłownie każda dusza. Tym bardziej, że za wiernymi idą pieniądze, a tych bardzo parafiom potrzeba. W katolickiej świątyni w Skandynawii jest najczęściej zimno nie w wyniku niezrozumiałej tradycji, a braku środków na kto dostaje norweski numer personalny, jest przez urzędników skarbowych traktowany jako członek luterańskiego Kościoła narodowego. Co roku będzie miał automatycznie odprowadzany podatek kościelny, który zasili kasę tego Kościoła. Żeby wspomóc Kościół katolicki, trzeba się w nim zarejestrować wypełniając formularz w swojej parafii. Dzięki temu do kasy Kościoła wpłynie podatek, który jak wyliczył jeden z norweskich dzienników, wynosi 357 koron Z całą pewnością emigracja Polaków przyczynia się do zmiany obrazu Kościoła katolickiego - twierdzi ks. proboszcz Bieńkowski. - To ewenement na skalę Europy, a być może i świata. Społeczność katolicka pod względem liczebności jest w Skandynawii marginalna, więc nie da się nie zauważyć zastrzyku Polaków przyjeżdżających głównie do pracy. Część z nich przychodzi co niedzielę na msze, część tylko po zaświadczenia, gdy trzeba np.: zostać rodzicem chrzestnym w Polsce, ale generalnie, przynajmniej w teorii, jesteśmy dużą siłą - katolicy w Skandynawii stanowią ważną grupę o potencjalnie dużych możliwościach. Pytanie jak i czy zdecydują się to dalej Trondheim dla Sylwia SkorstadOceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wszystkich wyjeżdżających do pracy lub na wakacje do krajów Zachodniej Europy zachęcamy, aby zapoznali się z adresami placówek duszpasterskich Polskiej Misji Katolickiej w poszczególnych krajach. Adresy można znaleźć na naszej stronie internetowej, na plakacie w gablocie w kościele lub w kancelarii parafialnej. Polskie Misje Katolickie istniejące na terenie Europy mają swoje siedziby w Anglii, Belgii, Danii, Holandii, Luksemburgu, Norwegii, Niemczech, Włoszech, Szkocji, Szwajcarii, Szwecji. Jedną z nich - i najstarszą - jest Polska Misja Katolicka we Francji. Z faktu, iż PMK jest częścią Kościoła, wynika jej powołanie i zadania takie jak duszpasterska opieka i troska o Rodaków przebywających na obczyźnie, podtrzymywanie dziedzictwa kulturalnego i religijnego wśród Polonii oraz łączność z Kościołem lokalnym. Za wypełnienie tych misji odpowiedzialny jest Rektor i jego najbliżsi współpracownicy, delegaci regionalni, kapelani, księża i siostry zakonne, świeccy zaangażowani w różnych dziedzinach. Siedziba Polskiej Misji Katolickiej we Francji znajduje się w Paryżu. W chwili obecnej w PMK pracuje w 70 misjach i 12 instytucjach katolickich 130 księży, 10 kongregacji żeńskich (190 zakonnic) i 4 kongregacje męskie, 10 stowarzyszeń, członków Związku Polskich Stowarzyszeń Katolickich we Francji oraz 5 punktów wakacyjnych.
Inne czasyJest sobota, wieczór. O tej porze miasto się bawi. Ulice pełne są głośnych, nieraz zbyt głośnych, posuwających się często chwiejnym krokiem młodych ludzi. Dla porządku dodam, że nadchodzi pierwsza niedziela Wielkiego Postu. Choć tu, w stolicy postreligijnej, dostatniej i spokojnej Norwegii, nie ma to chyba większego znaczenia. Surowa, protestancka obyczajowość przetrwała u Skandynawów jedynie w ich stosunku do kradzieży i śmiecenia na ulicy. Siedzimy w małym, przytulnym pomieszczeniu na parterze kamienicy przy Akersveien 5. Młody chłopak o wietnamskich rysach twarzy przynosi kolejne dwie butelki wina, co spotyka się z entuzjastycznymi okrzykami reszty. Na kanapie dziewczyny i chłopacy. Siedzą na przemian, żeby milej było rozmawiać. Zwyczajna studencka impreza. Jesteśmy w Katolickim Wyższym Seminarium Duchownym im. Øysteina Erlendssona w Oslo. Za ścianą śpi biskup. No, prawie za przyjaciel Ludvik jest seminarzystą. Poznaliśmy się dwa lata temu, gdy studiowałem w Oslo na wymianie studenckiej. Teraz śmiejemy się z udanego żartu, że programy wymiany powinny połączyć seminaria polskie z tym norweskim. Byłby to z pewnością „szok kulturowy”. Dla obu stron. Obraz Ludvika chrześcijanina był dla mnie zawsze ilustracją chrześcijaństwa w Norwegii. Chrześcijaństwa świeżego, pozostającego w bardzo bliskim kontakcie ze świeckim światem i laickim stylem życia, nieporośniętego gąszczem kulturowych rytuałów, zwyczajów, przepisów, konwencjonalnych praktyk. Poza surowym, protestanckim obyczajem poszanowania cudzej własności i dobra wspólnego właściwie nie powstała tu konwencjonalna kultura religijna, która wtórnie chciałaby zająć miejsce samej religii. Złośliwi twierdzą, że Skandynawia jeszcze dobrze nie zdążyła się ochrzcić, a już przyszła reformacja. Nie zdołali jeszcze doczytać do końca Lutra, a tu już XXI wiek, sekularyzacja i epoka tak, ale kolczyki z twarzy zdjął! – przemyka mi przez myśl, gdy patrzę na Ludwika. Nie zapomnę tego nigdy, gdy byliśmy razem na mszy w Polsce, a ja, zamiast się modlić, z niepokojem zastanawiałem się, która z leciwych pań pierwsza podejdzie i rozpocznie ochrzcił się dwa lata temu. Gdzieś w połowie swoich studiów na romanistyce w Oslo, już po roku spędzonym w Paryżu, po dłuższej przyjaźni z dominikaninem Arnfinnem Haramem. Z sentymentem wspomina przykład dziadka, którego nazywa najlepszym przyjacielem w życiu. Konwersja z luteranizmu na katolicyzm dwudziestoparoletniego młodzieńca w powojennej Norwegii – to wymagało odwagi! „Teraz są inne czasy…” – czasy się zmieniły. Kościół luterański nadal jest co prawda kościołem państwowym, a pastor utrzymywanym z rządowego budżetu urzędnikiem, który po ukończeniu studiów teologicznych sam rozsyła CV do parafii, szukając tym samym możliwości zatrudnienia. A jednak od kilku lat w Menighetsfakultet (Wyższej Szkole Teologii) równolegle z protestantami studiują też katolicy. No tak, stąd te dziewczyny, które widziałem w sobotę… – przychodzi mi na myśl – to po prostu koleżanki ze studiów. Większość zostanie pastorkami. Oczywiście nie wszystkie zajęcia odbywają się razem, ale historia Kościoła, biblistyka, greka, łacina i kilka innych przedmiotów są wspólne. Seminarzyści chodzą więc na zajęcia ze studentami, przyjaźnią się, umawiają na piwo. „A dlaczego pierwszego dnia mogliśmy spotkać się dopiero po No bo wspólnie odmawiamy liturgię godzin w seminarium. Nie mogłem przyjść wcześniej” – tłumaczy się jest trzech. Ludvik – neofita, Tao – urodzony w Norwegii, ale jego rodzice przyjechali do Oslo z Wietnamu, i Kamil. Kamil jest Polakiem, studiował już jako seminarzysta w Polsce, ale zdecydował się pracować w kościele w Norwegii. „On musiał przeżyć tu prawdziwy wstrząs po kilku latach w polskim seminarium” – zagaduję Ludvika w sobotę wieczorem na imprezie. Ludvik: „Niekoniecznie. Wiesz, nie ma go teraz z nami niestety, bo poszedł odwiedzić przyjaciółkę”… Wtóruje nam szczery wybuch śmiechu i grad wesołych Wszyscy seminarzyści są za. Homoseksualiści, kapłaństwo kobiet, ekumenizm i tak dalej? Bywa, że zdania są podzielone. Nie na darmo studiują przecież na protestanckiej uczelni. Na moje opowieści, że w Polsce można nie dostać rozgrzeszenia, gdy wyda się w konfesjonale, że choć w abstynencji, ale mieszka się przed ślubem w mieszkaniu studenckim ze swoją dziewczyną, i że pewien franciszkański rekolekcjonista wytrwale poświęca temu zagadnieniu co roku wielkopostne rekolekcje dla studentów, reagują bezbrzeżnym zdziwieniem. Może program Socrates-Erasmus również dla rekolekcjonistów? – przychodzi mi nagle do bez kulturyW norweskim Kościele daje się więc zaobserwować coś, co nazwałbym umownie „religią pozbawioną kultury religijnej”. Oczywiście nie jest możliwe funkcjonowanie religijnej wspólnoty, która byłaby całkowicie pozbawiona jakichkolwiek wyróżniających ją na tle reszty społeczeństwa kulturowych kodów, obrzędów, rytów, jakiejkolwiek specyfiki językowej i tym podobnych… Katolicy w Oslo czerpią więc ze źródła tradycji Kościoła. Śpiewają po łacinie liturgię godzin, celebrują uroczyście niedzielną eucharystię, z pietyzmem sięgając po wszystkie przewidziane przez mszał symbole. A jednak ów specyficznie religijny kod nie wykracza w sposób znaczący poza mury świątyni, poza święty czas i język co dzień, na uniwersytecie, w pracy, na studenckiej imprezie norwescy katolicy prowadzą dość laicki, postreligijny tryb życia. (Co nie znaczy oczywiście, że na każdym kroku dopuszczają się grzechów ciężkich, że bezmyślnie podążają za świecką kulturą popularną.) To oczywiste, że ten katolicyzm jest w swej naturze bardzo protestancki. Nie tak daleko stąd, po drugiej stronie fiordu, po drugiej stronie cieśnin Skagerrak i Kattegat, żył przecież niecałe dwieście lat temu żarliwy, pobożny protestant, który właśnie ze szczerej troski o wiarę chrześcijańską z niezwykłą pasją atakował instytucjonalny Kościół luterański, pastorską obłudę i próżność oraz tłuste brzuchy leniwych i konformistycznych biskupów. To, co zostało z owych filozoficznych okruchów Sørena Kierkegaarda, skrzętnie pozbierał Karl Barth i przedstawił luterańskiej wspólnocie jako projekt, aby powrócić do wiary, a w spokoju zostawić już religię i jej kulturową tym kontekście nie dziwi więc taki, a nie inny obraz katolickiej wspólnoty gromadzącej się w katedrze Świętego Olava w Oslo. Grube tomy pism Karla Bartha zajmują przecież w bibliotece Menighetsfakultet honorowe miejsce. To, co zaobserwować można w Norwegii, jest chyba również wypełnieniem się wizji innego wielkiego protestanta – Dietricha radykalną odpowiedzią teologii na przejmująco szczere notatki niemieckiego pastora, które słał w więziennych listach swemu przyjacielowi, Eberhardowi Bethgemu, była odnotowana w drugiej połowie XX wieku „teologia śmierci Boga”. Wikłała ona oczekiwane przez Bonhoeffera „bezreligijne chrześcijaństwo” w paradoksy ateizmu i religijnej odpowiedź na wizję Bonhoeffera udzielana jest teraz, w epoce postreligijnej, na początku wieku XXI przez wspólnoty takie jak Kościół katolicki w Oslo. Widzimy wspólnotę, która modli się i żyje bez zbytniej troski o to, czy kawalerowi wypada przed ślubem zamieszkać z panną, czy w piątki dopuszczalne jest jedzenie mięsa, czy krzyż w szkolnej klasie jest do pilnej nauki koniecznie ChrześcijanieJak podsumować więc ten krótki szkic traktujący o Kościele katolickim w Norwegii? Co spaja te wszystkie obrazy? Co łączy ojca Arnfinna Harama – dominikanina, byłego luterańskiego pastora, który na studenckie katolickie msze na uniwersytecie w środy o przyjeżdżał na rowerze, w pomarańczowej bluzie z napisem: „I’m an Anarchist!” (żeby było jasne, dopowiem: to cytat z legendy brytyjskiego punk rocka, Sex Pistols: „I am an antichrist, I am an anarchist!”) – z klerykiem (kolejnym konwertytą) Ole Martinem, który asystował dominikaninowi, a pojawiał się zawsze na uniwersytecie w nienagannie wyprasowanej, czarnej sutannie? Co łączy Ludvika, Tao i Kamila – trzech seminarzystów, z których każdy reprezentuje zupełnie inne środowisko, pochodzi z innego świata?Odpowiedź wydaje się bardzo prosta: jest ich mało. To nie żadna cnota, nie żadne szczególne przymioty charakteru. To fakt, że Bóg pobłogosławił im, że mogą żyć w Kościele małym jak ewangeliczna trzódka, w społeczeństwie areligijnym, a właściwie już postreligijnym, w kraju, gdzie katolicka katedra przy Akersveien wygląda jak skromny, wiejski parafialny kościółek z niewielką wieżą i mało efektownymi witrażami. Jest ich za mało, by się kłócić, dzielić, obrażać. Za mało, by wydawać kilka konkurencyjnych katolickich gazet, których redaktorzy mogą mieć problemy, żeby stanąć na jednym pamiątkowym zdjęciu. Za mało, by być Pawła, Apollosa i Chrystosa. Z ruchu… ze wspólnoty… z drogi… z czegoś tam. Mit pierwszych chrześcijan że ci młodzi seminarzyści i świeccy katolicy z Norwegii, którzy studiowali w Oksfordzie, na Sorbonie, na uniwersytetach w Niemczech, będą w XXI wieku współdecydować o losach Kościoła na kolejnym soborze. Może się okazać, że będzie to Kościół, z którego zrozumieniem i zaakceptowaniem my w Polsce będziemy mieli spore pytania znajomych, czy warto wyjechać na studia do świeckiej Norwegii, odpowiadam przewrotnie: „Jedź! Warto. Tam się można nawrócić na chrześcijaństwo. Wystarczy pójść do kościoła”.